Miałam tego tu nie wrzucać, ale dałam się przekonać Rzakiemu. Naprawdę powinnam udać się na jakiś kurs asertywności...
Proroctwa potrafią zabijać.
Chór:
Po jej mrocznych słowach brnę jak ociemniały,
W mglistych tumanach proroctw zanurzony cały…*
* * *
"Na wróżbitach spoczywa wielka odpowiedzialność". Pamiętasz to zdanie? Twoja babka powtarzała ci je codziennie, a ty kiwałaś głową. Wiedziałaś, że spodziewano się, iż dokonasz rzeczy wielkich. Wygłosisz przepowiednie, dzięki którym zmienisz świat, a może nawet uratujesz tysiące ludzkich istnień. Rodzina doszukiwała się w tobie kopii Kasandry, a ty ze wszystkich sił pragnęłaś spełnić ich oczekiwania.
W wieku sześciu lat zaczęłaś zgłębiać sztukę chiromancji, katopromancji oraz wróżenia z herbacianych fusów. Jednak mimo wysiłków jakie wkładałaś w naukę, jej skutków nie było widać. Twoje interpretacje prawie zawsze okazywały się błędne i często kończyły kłopotami któregoś z domowników. Z każdym kolejnym dniem członkowie twojej familii tracili nadzieję, że kiedykolwiek wykażesz się talentem do zgłębiania tajemnic przyszłości. Ty natomiast zaciskałaś pięści i ćwiczyłaś dalej. Próbowałaś używać szklanych kul, kart tarota. Co rano studiowałaś sennik w poszukiwaniu przeznaczenia kryjącego się w ramionach Morfeusza.
Rok po roku twoja wiedza rosła, a wraz z nią liczba poprawnie zinterpretowanych znaków. W sercach najbliższych na nowo rozpaliłaś wiarę w to, że posiadłaś dar Kasandry. Każda nawet najdrobniejsza pochwała umacniała cię w przekonaniu, iż warto poświęcać długie godziny na lekturę i ćwiczenia. Byłaś szczęśliwa.
Na kilka dni przed jedenastą rocznicą twoich narodzin sowa przyniosła list. Zostałaś przyjęta do Hogwartu. Rodzice "pękali" z dumy, a ty nie mogłaś doczekać się wyjazdu. Chciałaś pokazać światu swoje umiejętności. Pomóc ludziom poznać przyszłość. A przede wszystkimi przekazać swoją wiedzę przyjaciołom.
Podróż okazała się jednak mniej emocjonująca niż w marzeniach. Siedziałaś sama w przedziale, wpatrując się w okno. Starałaś się dostrzec w chmurach wskazówkę, dotyczącą postępowania w szkole, jednak obłoki nie były w stanie jej udzielić. Zrezygnowana wysiadłaś z pociągu i zwiesiwszy głowę udałaś się wraz z innymi pierwszoklasistami nad jezioro. W czasie przeprawy przez wodę zdawałaś się nie zauważać nikogo i niczego. Tkwiłaś zatopiona we własnym świecie. Zachwyt spowodowany widokiem zamku, a później także sufitu Wielkiej Sali trwał krótko. Prysł niby bańka mydlana, gdy wicedyrektor wyczytał twoje nazwisko i zobaczyłaś setki wpatrzonych w ciebie oczu. Ogarnął cię niewyobrażalny lęk przed nieznanym. Nie okazałaś jednak strachu. Nawet nie mrugnęłaś, gdy tiara przydzieliła cię do Ravenclawu. Ze znudzoną miną zajęłaś swoje miejsce i wysłuchałaś przemowy dyrektora. Czekałaś jedynie na moment, w którym fusy powiedzą ci, na co możesz liczyć w nowym miejscu. Lecz gdy wreszcie spojrzałaś na utworzony przez nie wzór, westchnęłaś jedynie z rezygnacją. Chmury. Symbol czekających problemów.
Przez pierwsze dwa lata nauki starałaś się unikać wszystkich i wszystkiego. Dzięki temu, a także dziesiątkom szali, bransoletek i paciorków zyskałaś miano dziwaczki i odludka. Nie zważałaś również na oceny z przedmiotów takich jak transmutacja, czy eliksiry. Czekałaś tylko dnia, gdy przekroczysz próg klasy wróżbiarstwa. Jednak, gdy w trzeciej klasie wreszcie to uczyniłaś zawiodłaś się. Byłaś najlepsza, owszem! Ale najlepszego z kogo? Nieznających i niedoceniających tej sztuki dzieciaków! A nauczycielka również nie spełniała twoich wymogów. Byłaś pewna, że nigdy nie posiadła wewnętrznego oka. Swoją wiedzę opierała jedynie na wiadomościach z książek. Papierach, które nigdy nie zastąpią daru! Czułaś, że ci zazdrości. Miłości jaką darzyłaś przyszłość i drogę do niej. Za to ją chyba znienawidziłaś. Byłaś pewna, że podcina ci skrzydła, że nie pozwoli na prawdziwe proroctwa. Nocami płakałaś w poduszkę, a w czasie dnia snułaś się blada korytarzami, pogrążona w myślach, coraz bardziej oddalając się od rówieśników. I wtedy właśnie spotkałaś ją.
Gdyby nie tamten wypadek w bibliotece nigdy nie zwróciłabyś na nią uwagi. Była rok starsza, ale wyglądała jak dziecko. Blada, błękitnooka puchonka z policzkami jak u chomika i dobrodusznym uśmiechem. Mimo to zdawała się być niewidzialna – tak jak ty.
Nie pamiętasz, która z was wpadła na którą. W myślach widzisz tylko stertę porozrzucanych podręczników i głos Elizy. Słyszysz ją wołającą co chwila przepraszam oraz siebie, czyniącą to samo. Nigdy nie zapomnisz tego wyrazu zdziwienia na jej twarzy, kiedy zapytałaś: "Może powróżyć?". Nie wymażesz też z myśli odpowiedzi. "Nie, dziękuję". Te dwa słowa zburzyły cały twój świat. Nigdy nie myślałaś, że ktoś nie chciałby poznać swojej przyszłości. Już chciałaś uciec, gdy położyła ci rękę na ramieniu i szepnęła: "Wybacz. Boję się. Przepowiednie potrafią zabijać.", zamrugałaś nerwowo i wyrwawszy się z uścisku wybiegłaś z sali. Łzy spływały ci po policzkach, jednak nie dbałaś o to. Chciałaś uciec od wypowiedzianych słów, chociaż wiedziałaś, że to niemożliwe. Tego co było nikt nie mógł cofnąć. Miałaś się przekonać o tym jeszcze nie raz. Teraz nie chciałaś zaakceptować prawdy. I może dlatego, twoje życie wyglądało tak jak wyglądało.
Nigdy więcej nie odezwałaś się do Elizy. Jedynie wypytałaś jedną pierwszoklasistkę o jej imię i nazwisko. Zresztą rok później wyjechała do Francji i już nie wróciła, więc bliższa znajomość mogłaby cię tylko zranić. Po tym spotkaniu zaczęłaś nieświadomie uciekać od jakichkolwiek kontaktów z ludźmi. Odpowiadałaś monosylabami i coraz bardziej zagłębiałaś się w świat mglistych proroctw. Nie zmieniłaś postępowania nawet po zakończeniu szkoły. Co chwila zmieniałaś pracę, nie mogłaś wytrzymać z ludźmi nierozumiejącymi twej wiedzy i umiejętności. Zaszywałaś się w zaciszu swojego pokoju, myśląc, że jego ściany cię ochronią, chociaż sama nie wiedziałaś co cię prześladuje. Czułaś się źle i nie potrafiłaś tego ukryć. Do czasu.
Wiesz, że to było przeznaczenie. Nigdy wcześniej nie przeglądałaś Proroka Codziennego. Był zbyt przyziemny. Tym razem jednak, kierowana przeczuciem kupiłaś go. Pierwsze strony nie zawierały ważnych dla ciebie informacji i zaczynałaś wierzyć, że znów się pomyliłaś. Już miałaś odłożyć gazetę, gdy zauważyłaś ogłoszenie, które zmieniło całe twoje życie. Nauczycielka wróżbiarstwa odeszła. Hogwart został pozbawiony "prorokini". Miałaś szansę.
Umówiłaś się na spotkanie z dyrektorem. Doskonale pamiętałaś profesora Dumbledora. Mimo iż nigdy nie przykładałaś się do lekcji transmutacji byłaś pewna, że przymknie oko na dawne uprzedzenia i doceni twoje umiejętności. Musiał.
Na spotkanie dotarłaś spóźniona. Nie zwykłaś być ograniczana przez czas. Dyrektor zdawał się nie zwracać na to uwagi. Z uśmiechem zaproponował ci herbatę i przejście do cichszego pomieszczenia. Zgodziłaś się bez zastanowienia. Potrzebowałaś spokoju, by w pełni ukazać swoje moce. I zrobiłaś to. Jednak w oczach mężczyzny widać było znudzenie i brak wiary. Nie słuchał cię i nie komentował wróżb. Nawet nie mrugnął, gdy powiedziałaś, że umrze bez walki chroniąc kogoś kogo kocha. Z chłodną ignorancją przyjął informację o niekorzystnym dla niego układzie Marsa i Saturna. Kilka minut później podziękował ci za rozmowę i zaczął zbierać się do wyjścia. Zamknęłaś oczy tłumiąc łzy. Nie mogłaś uwierzyć w swoje nieszczęście. Po chwili straciłaś kontakt ze światem.
Nie byłaś świadoma, że z twoich ust wydobywają się słowa, które miały zmienić los wszystkich brytyjskich czarodziejów. To było jak sen. Twoje myśli zniknęły. Znajdowałaś się w czarnej dziurze niezdolna do żadnego ruchu. To było dziwne, lecz na swój sposób także przyjemne uczucie. Cisza nie kaleczyła uszu, ciemność nie raziła oczu. Te dwie rzeczy współgrały z tobą. W tej jednej chwili byłaś wszystkimi wróżbitkami świata. Pytią delficką, Sybillą z Kume, Kasandrą trojańską, twoją prababką...
- Sybillo?- Drgnęłaś i momentalnie otworzyłaś oczy. Leżałaś na podłodze, a nad tobą stał Albus z zatroskaną miną. Nie wiedziałaś co się stało. Rozglądałaś się po pokoju szukając w nim odpowiedzi. Pamiętasz tylko, że dyrektor szykował się do wyjścia. Nic więcej.
- Cieszę się, że nic ci nie jest Sybillo. – Powiedział. – Straciłbym kolejnego nauczyciela.- Dopiero po chwili dotarł do ciebie sens tych słów. Dostałaś to, na co zasłużyłaś. Byłaś szczęśliwa i pewna, że sprawdzisz się jako nauczycielka. Miałaś w końcu Dar, a młodzież, której umysły nie były jeszcze skalane sceptycyzmem musiała to ujrzeć. I przez pierwsze parę miesięcy chyba rzeczywiście widziała. Potem "do akcji" wkroczyła Minerwa. Wewnętrzne oczy uczniów zaczęły się zamykać.
Z roku na rok coraz większa rzesza uczniów niosła za sobą widmo śmierci. Widziałaś to w ich oczach, a wróżby tylko to potwierdzały. Żadne z nich nie chciało jednak słuchać. Rezygnowali z zajęć lub taktowali je po macoszemu. Uczniowie, którzy zdradzali jakikolwiek talent do zgłębiania tajemnic przyszłości zdarzali się wyjątkowo rzadko. Lubiłaś z nimi rozmawiać. Miałaś wielką nadzieję, że uda im się spełnić swoje marzenia. Tak jak tobie się udało.
Lata mijały. Powoli zaczynałaś odczuwać zmęczenie. Szczególnie w momentach gdy próg twojej klasy przekraczała Hermiona Granger. Logika mieszkająca w jej umyśle, która na pozostałych lekcjach była dla niej zbawieniem na twoich zajęciach przypominała truciznę. Uniemożliwiała jej dokonanie jakichkolwiek postępów we wróżbiarstwie. Dlatego też, gdy opuściła twoją klasę oprócz smutku odczułaś także ulgę. W głębi serca nie chciałaś, aby tak dobra uczennica się męczyła.