PDA

View Full Version : Sernik Truskawkowy


Limonka
07-10-2007, 22:11
Pomyślałam, że wstawię Sernik również tutaj xD. Oryginał - klik (http://www.fanfiction.net/s/2558823/1/). Bardzo dziękuję Rajce z Mirriel, za zbetowanie tekstu oraz Flegmie i Lothien za pomoc w tłumaczeniu. Cóż, miłego czytania ;D.



Sernik Truskawkowy

Natarłem na łóżko z siłą batalionu, z tą różnicą, że nie jestem żadnym oddziałem najemników, a jedynie wilkołakiem z okresowymi zaburzeniami zdolności do kontaktów międzyludzkich. Za to z talentem w porozumiewaniu się z książkami - ostatnią radością mego żywota, która zamiast odpowiadać na czułe wyznania, tylko spoglądała na mnie kpiąco z zakurzonej półki.

Łóżko wydało z siebie dziwne skrzypnięcie i aż chciałem zapytać, czy to ja wreszcie przytyłem, czy to ono bezczelnie chichocze, widząc moje żałosne próby konwersacji z różnoraką literaturą. Próbowałem ściągnąć z siebie podartą koszulę, ale materiał jakoś zaczepił się, gdy przeciągałem go przez głowę. Walczyłem przez chwile jak wariat z ubraniem, które najwyraźniej miało zamiar mnie udusić i zanim zdałem sobie z tego sprawę, znalazłem się poza łóżkiem, uderzając przy tym głową w podłogę.

Dzięki ci, Merlinie, że nikt tego nie widział.

Potknąłem się o własne nogi, ale wyciągnąłem w końcu przynajmniej ręce z zagrażającej życiu koszuli (była moją ulubioną, dopóki nie zdecydowała się mnie udusić i niewątpliwie zostanie spalona, gdy tylko będę miał ku temu okazję).

W moim mieszkaniu nie było nikogo oprócz mnie, więc usilne starania, by zdjąć tę cholerną rzecz, zachowując przy tym resztkę godności, wydawać by się mogły zupełnie niepotrzebne. Sęk w tym, że tak naprawdę nie znam dnia ani godziny, którą ktoś z Zakonu wybierze sobie, żeby bez uprzedzenia się do mnie aportować i naruszać moją prywatność. Do takich niezapowiedzianych wizyt należało na przykład regularne pojawianie się Szalonookiego akurat wtedy, gdy brałem prysznic i wyśpiewywałem piosenki Beatlesów, wypadając z rytmu. Albo jeszcze jedno jakże wspaniałe wspomnienie, kiedy przeszukiwałem moją szafkę ze skarpetkami, układając je kolorystycznie i nagle naprzeciwko mnie pojawiła się Tonks. Podskoczyłem wtedy przynajmniej z dziesięć stóp w górę. Poniżające, prawda? Ale to jeszcze nie wszystko... moje nieokiełznane ręce rzuciły poukładanymi skarpetkami, które wcześniej znajdowały się w komodzie. Skarpetki wylądowały we wszystkich możliwych miejscach pokoju.

Tonks szczerze się roześmiała, więc się do niej przyłączyłem. Nie chciałem wyjść na szalonego (a układanie skarpetek według odcieni nie świadczyło chyba najlepiej o mojej równowadze psychicznej) i nie chciałem też, żeby uważała, że jestem drętwy lub pozbawiony poczucia humoru. Mój wymuszony śmiech, najwyraźniej zbyt przesadny, szybko przeszedł w chrapliwy kaszel i musiałem pójść do kuchni po coś do picia. Kiedy wróciłem, Tonks już nie było, a skarpetki zniknęły z podłogi.

Na początku pomyślałem, że Tonks jest złodziejem skarpetek.

Potem przeraziłem się, że Tonks i (o zgrozo!) skarpetki mogły zostać porwane.

W końcu naszła mnie trzecia, chyba najbardziej logiczna myśl i podszedłem do szuflady.

Wszystkie skarpetki były ułożone we właściwym, kolorystycznym porządku.

Jak długo byłem w kuchni? Nie wiem. Szukałem jakiegoś znaku od Tonks, ale znalazłem tylko leżący na biurku kawałek pergaminu z datą następnego spotkania Zakonu. Nie rozumiem, dlaczego nie mogła po prostu wysłać tego przez sowę.

Próbując pozbyć się myśli o niej, wróciłem do bitwy z przeklętym ubraniem. Skończyło się na tym, że wpadłem na jeden z mebli, co wywołało wiele różnorodnych, przykrych trzasków, brzdęków i grzmotnięć - pożegnalnego "Geronimo!" spadających przedmiotów. Rozpaczliwie wymachując rękami, rąbnąłem głową w stół i otoczyła mnie ciemność.

Pomyślałem, że albo trafiłem na stojącą na stoliku lampę, albo nagle oślepłem.

- Cholerna koszula! - oznajmiłem pustemu mieszkaniu.

W końcu udało mi się zdjąć śmiercionośną szmatę, która trzymała mnie za głowę i z satysfakcją cisnąłem nią przez pokój. Trafiła w coś, co spadło z hukiem.

Obawiam się, że po tej akcji nie zostało mi już zbyt wiele dobytku.

Kiedy tak wpatrywałem się w ciemność, zastanawiając się, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy ściana, poczułem nagle przypływ nadziei. Są chwile takie jak ta, gdy jesteś otoczony ciemnością czarną jak smoła, ponieważ, walcząc z śmiertelnie niebezpieczną częścią garderoby, wpadłeś na lampę i dziękujesz Merlinowi, że masz mugolskie światło włączające się na klaśnięcie.

Światło nie było moim pomysłem. Tak właściwie to był pomysł Syriusza, z którym poszedłem na zakupy. Namówił mnie do tego czegoś. Cały czas jęczał i jęczał jak rozwydrzone dziecko, gadając, jak będzie "fajowo", kiedy będę miał "Blask-Na-Klask" w moim domu. Powiedział, że to sprawi, że poczuje się młodziej, że to jest "ostatni krzyk mody" i że "laski" na to "lecą".

Klasnąłem w ręce.

Nie zadziałało.

Chciałbym móc nawrzeszczeć na niego za to, że wcisnął mi to durne światło, ale jego już nie ma i doprawdy należało natychmiast przestać o nim myśleć, bo to groziło remusowolupinowskim dołem, objawiającym się okropnym marszczeniem brwi i wykrzywianiem ust.

Ponownie klasnąłem i ponownie nic się nie stało.

Miałem ochotę paść na ziemię, skulić się w ciemności i zapaść w nigdy niekończący się sen. Ale niestety, następnego dnia miałem zebranie.

Obiecywałem sobie, że gdy już nie będę miał na głowie Zakonu, to "skończę z tym wszystkim".

Chociaż wiem, że to tylko takie pieprzenie.

Jest przecież Harry, o którym również powinienem myśleć.

- Lumos - wymamrotałem. Dostrzegłem światło, emanujące z leżącej na biurku różdżki. Cudem dotarłem do niej i podniosłem. Machnąłem, żeby włączyć lampę na suficie. Jasne światło żarówki rozproszyło ciemności i odkryłem (bez szczególnego zdumienia), że moje mieszkanie jest pogrążone w chaosie.

Opadłem z powrotem na łóżko, które znów zaskrzypiało. Było to zwyczajne skrzypienie materaca, co znaczyło, że jednak nie przytyłem. Pech. Spojrzałem na moją klatkę piersiową - ciągle chudą i kościstą z dziwnymi zadrapaniami i siniakami. Normalne, kiedy jest się wilkołakiem.

Syriusz próbował przekonać mnie, że "laski" (jak się tak nad tym zastanowić, to on strasznie nadużywał tego słowa) uważają moje blizny za seksowne. Cóż, jeżeli objawiają to, uciekając najszybciej jak się da pod pretekstem pory karmienia gnomów… A "kobietę" w znaczeniu czarownicę poznałem, gdy miałem dwadzieścia lat, po topieniu smutków w kremowym piwie w Świńskim Łbie. Szalonooki zmusił mnie, żebym odprowadził ją do domu. Powiedział, że "potrzebuję jednej" i zagroził, że mnie wykastruje.

Zacisnąłem oczy, próbując zmusić się do zaśnięcia. Gdybym przyszedł na spotkanie Zakonu z podkrążonymi oczami i wszystkimi siniakami, których sobie przed chwilą narobiłem, ktoś mógłby zapytać, czy brałem udział w mugolskiej bójce. A Tonks pewnie poradziłaby mi przyłożyć plasterki ogórka, żeby rozświetlić twarz. Próbowałem tego. Użyłem zwyczajnych ogórków z resztek obiadowej sałatki. Nie wiem dlaczego, ale oczy zaczęły okropnie piec, gdy tylko ogórki zetknęły się ze skórą. Odrobina sosu sałatkowego, która znalazła się tam jakimś cudem, nie poprawiła sytuacji.

Drugi raz zamknąłem powieki i znalazłem się w innym świecie.

***

- Remusie-Cholerny-Lupinie, co ty do diabła robisz? - Dziwnym trafem Syriusz Black stał przede mną.

- Co ty TUTAJ robisz? Powinieneś być martwy! - wskazałem na niego oskarżycielsko i zrobiło mi się naprawdę głupio.

To sen, zwykłe złudzenie.

A! To miałoby sens. I wyjaśniałoby powód, dla którego Syriusz Black unosi się w kłębie dymu, a także, dlaczego JA się unoszę.

- Ja latam! - zapiszczałem.

- Dobre spostrzeżenie - Syriusz przewrócił oczami. - Doprawdy, Lunatyku... Mądrość zazwyczaj przychodzi z wiekiem, ale widać ciebie to nie dotyczy.

Świetnie, nawet Syriusz drwi sobie ze mnie w moich snach. Albo powinienem powiedzieć: koszmarach.

- Acha. Więc… Z jakiego rodzaju mar będzie ten sen? Otrzymam cenną lekcję, którą powinienem wziąć sobie do serca? Czy może, pokonując siłę przyciągania ziemskiego i lecąc od domu do domu, odwiedzimy ludzi, którzy prowadziliby wyjątkowo nędzny żywot, gdyby nie moja obecność na ziemi?

Syriusz uniósł brwi w odpowiedzi.

- To drugie mogłoby być ciekawe. Ty jako Scrooge, a ja jako Duch Bożonarodzeniowy!

- Widzę, że śmierć nie zmniejszyła twojego wigoru - odpowiedziałem i zmrużyłem oczy oślepiony jego poświatą.

- Jestem teraz aniołem - wyszczerzył się Syriusz. - Mogę nasłać na ciebie Boga Wszechmogącego. Jeśli ktokolwiek mnie drażni, Bóg może skopać mu dupsko. - Jego głowa skierowała się nagle ku górze, a oczy miały wyraz, jakby słuchał prywatnego kazania. - Przepraszam za język, o Wszechświęty. Dobrze, nie będę więcej używać Twej niewidzialnej, jakże wspaniałej i potężnej bytności, jako broni kopiącej tyłki.

To jest trochę... ZA dziwne.

- Nie możesz być aniołem, Syriuszu.

Syriusz wydał z siebie dźwięk, który prawdopodobnie miał wyrażać jego rozczarowanie moim brakiem wiary. Obrócił się i niespodziewanie chór aniołów zaśpiewał niebiańsko, wraz z donośnym - i wciąż efektownym - szumem skrzydeł za nimi.

- Ta-da! - zawył w bardzo banalny sposób. Promień światła wystrzelił znikąd i otoczył Syriusza świetlistym blaskiem. Nawet aureola zaczęła unosić się nad jego głową.

Chcę się obudzić. TERAZ.

- Nawet nie zapytałeś o moją podróż do nieba, Remusie! - Zatrzepotał skrzydłami i jakiś brokat zaczął latać w powietrzu, przyklejając się do moich włosów. - Jestem zdegustowany twoim nieuprzejmym zachowaniem.

- Ja... przepraszam?

- No dobrze. - Złapał dryfującą w powietrzu aureolę i zaczął obracać ją w palcach, zajmując tym swoje niespokojne ręce. - Widziałem ten cholernie długi, biały korytarz. Na końcu coś strasznie błyszczało. I słyszałem kobiecy głos, wołający “Idź w stronę światła! Idź w stronę światła!”. - Przerwał na chwilę, dla uzyskania dramatycznego efektu. Byłem zbyt zaskoczony, by to skomentować, ale na szczęście zaczął mówić dalej. - Na początku pomyślałem „pieprzyć to”, bo ten korytarz był naprawdę długi. Wybacz, Boże - natychmiast przeprosił za swoje słowa. - Ale koniec końców poszedłem, bo byłem głodny, a ten niebiański głos obiecał mi Filadelfię.

- Twarożek?

Syriusz pokiwał ochoczo głową.

- Mówię ci, był zajebisty! - wykrzywił się. - Przepraszam.

- No dobra, jeżeli to nie jest sen z żadnych przeze mnie proponowanych typów, to musi to być koszmar z przypadkowymi, nielogicznymi wydarzeniami, taki jak ten z królikiem-olbrzymem pojawiającym się znikąd i próbującym mnie zabić…

Syriusz spojrzał się na mnie z politowaniem.

- Ojeju, Lunatyku, ale ty już nie masz takich snów, prawda? Nie słyszałem o nich od drugiego roku w Hogwarcie, gdy obudziłeś się z krzykiem i musiałem uspokajać cię, podczas gdy ty wypłakiwałeś się na moim ramieniu.

- Wcale nie płakałem! - skrzyżowałem ręce jak obrażony pięciolatek. - Ja jęczałem. A to jest różnica!

Obdarzyłem Syriusza piorunującym spojrzeniem, na co on zaczął się śmiać.

- Wybacz, ale właśnie się budzę - powiedziałem mrugając oczami.

Przyglądał mi się, kiedy w kółko otwierałem i zamykałem oczy, mając nadzieję, że uda mi się zakończyć cały ten cyrk. Mrugałem trochę za mocno i za dużo, więc oczy zaczęły mi łzawić.

Świetnie. Zrobiłem z siebie totalną czarną masę na oczach jednego z moich przyjaciół, który teraz jest aniołem i używa swojej aureoli jako frisbee.

- Naprawdę nie rozumiem, po co nam to. - Syriusz obracał aureolę w palcach i przypadkiem rzucił nią w chmury. Zmartwiłem się, że aureola znikła i on będzie musiał ją jakoś odzyskać, jednak, gdy tylko Syriusz podniósł rękę, natychmiast do niego wróciła, jakby przyciągał ją magnes. - Wiesz, na jednym z obiadów zapytałem Boga, po co one są. Nigdy nie udzielił mi jasnej odpowiedzi. Trochę jak polityk.

Zamurowało mnie.

- Jadłeś obiad… z Bogiem?

To prawdopodobnie jedna z największych osobistości, z którymi można by jeść posiłek.

- Powiedział, że aureole dodają blasku i wrażenia czystości. Czy coś w tym stylu.

- A co on jadł? - wypaliłem z ciekawości, wciąż nie mogąc uwierzyć w tę rozmowę.

- Spaghetti Bolognese - zniżył głos do szeptu. - Potrawy z jego stołu nie są zbyt imponujące.

- Jak on wygląda? - zapytałem i dosłownie uderzyłem sam siebie, za angażowanie się w ten dialog, w momencie gdy powinienem się budzić.

- No wiesz, jak starszy Jezus. Z brodą jak Dumbledore, w idealnie białej szacie. Och, powinieneś go zobaczyć na Halloweenowej imprezie - nagle przerwał, śmiejąc się jak opętany i trzymając za brzuch. - Bóg przebrał się za Diabła! Haha! Wyglądał świetnie w czerwonym, wiesz, tak klasycznie!

Mówię poważnie. Chcę się obudzić. Natychmiast.

- Powinienem załatwić to szybko. - Syriusz spojrzał na swoją rękę, jakby miał na niej niewidzialny zegarek. - O trzeciej mam wizytę w spa.

- Spa...?

Nie powiedział nic więcej, tylko się przeciągnął.

- Tak czy inaczej, chcę z tobą porozmawiać o czymś ważniejszym i nieco przygnębiającym.

W tym momencie byłem wyłącznie skonsternowany.

- O czym?

- Remusie, widzę, że z wiekiem niszczeją ci nie tylko kości, ale także tkanka mózgowa.

Spojrzałem na niego krzywo.

- Jeżeli próbujesz dać mi jakąś radę, chcę tylko, żebyś wiedział, że obniżasz moje, i tak już niskie poczucie własnej wartości.

Syriusz jęknął.

- Słuchaj, ja tylko chcę być z tobą szczery.

- Och, to miło z twojej strony… A o czym właściwie chciałeś porozmawiać? - naciskałem.

- O tobie i Tonks.

Nie... Nie, nie, nie. Tej rozmowy NIE MA.

Powróciłem do metody, polegającej na mruganiu oczami, ale to nic nie dało. Za każdym razem, gdy je otwierałem, Syriusz niezmiennie stał przede mną, jaśniejąc, promieniejąc, błyszcząc, machając skrzydłami i bawiąc się aureolą.

- To kiedy zamierzasz powiedzieć jej, co do niej czujesz?

Poczerwieniałem na twarzy.

- Musisz mówić o tym tak... bezceremonialnie? A właściwie, dlaczego nie możesz być nadopiekuńczym wujkiem i zagrozić mi, że pozbawisz mnie wszystkich kończyn, jeżeli kiedykolwiek jej dotknę?

- Bo jestem aniołem - powiedział, nie przejmując się swoim zachowaniem. - A ty dobrym facetem, Lunatyku. Nigdy nie złamałbyś jej serca. Pomijając fakt, że robisz to ciągle, odrzucając ją. Ta dziewczyna jest od ciebie uzależniona jak muchy od psiego gówna!

- Nazywasz mnie psimi odchodami? - Spojrzałem na niego wściekłym wzrokiem.

- Okej, złe porównanie... Tylko proszę mi powiedzieć - położył ręce z tyłu głowy - dlaczego pan zawsze mówi jej “nie”, panie Scrooge?

- Ponieważ jestem...

- Za stary! - przerwał mi i zaczął mnie parodiować. - Zbyt bieeedny… I zbyt niebezpieeeeczny! - Pokręcił głową - Skończ z tymi nudnymi wymówkami!

- To nie są wymówki! - krzyknąłem z oburzeniem.

- Lunatyku, nie masz pojęcia, ile ja sam wymyśliłem wymówek! W życiu i po życiu. Mógłbym uchodzić za specjalistę w tej dziedzinie. Rozpoznaję je od razu! A teraz dostrzegam aż trzy!

Poczułem, że zaczynam się poddawać. Nic nie mogłem poradzić na uczucie, że Syriusz ma rację. W relacjach z nią miałem wiele wymówek.

- Ty i Tonks jesteście dla siebie stworzeni. Jesteście bratnimi duszami.

Wyśmiałem go. Te całe teorie to jakieś brednie wymyślone przez samotnych, żyjących w celibacie ludzi, wierzących, że jest im przeznaczona jedna osoba z całego świata, podczas gdy w rzeczywistości do śmierci będą sami.

- Poważnie - kontynuował. - Czytałem w Księdze Bratnich Dusz.

- Księdze Bratnich Dusz?

- Dokładnie. Zwinąłem ją z biblioteki Boga.

Przyłapałem się na gapieniu na Syriusza.

- Ukradłeś coś BOGU?! Oszalałeś?

Moje przerażenie najwyraźniej go rozśmieszyło.

- Nie martw się, on przymyka na to oko. Tak czy inaczej, w Księdze Bratnich Dusz każde imię jest połączone z innym, jak James i Lily na przykład, i twoje łączy się z Tonks.

Przyłapałem się na rozmyślaniu o tej książce i marzeniach o odwiedzeniu biblioteki Boga.

- Słuchaj, Lunatyku, ja tylko mówię, że znalazłeś osobę, z którą jesteś połączony - przerwał i przez chwilę myślałem, że chce powiedzieć coś z odrobiną gracji i taktu. - Powinieneś coś z tym zrobić. - Przewróciłem oczami. - Bo jeżeli nie zrobisz tego szybko, może być za późno.

Coś w jego ostatnich słowach mnie poruszyło.

- Spójrz dla przykładu na mnie. Nigdy nie wyznałem Minerwie miłości i teraz jest za późno!

Przerwałem mu, zanim zaczął wygłaszać swoją teorię, jakoby podobał się Minerwie McGonnagal od pierwszego roku w Hogwarcie i dawała mu szlabany tylko po to, żeby być z nim sam na sam.

Dotarło do mnie, jak nazwał mnie wcześniej.

- Hej, powiedziałeś do mnie „Scrooge”!

Uśmiechnął się.

- To moje nowe przezwisko dla ciebie, dopóki nie przejrzysz na oczy. A teraz, chcę żebyś się obudził, znalazł Tonks i rozpalił jej zmysły do nieprzytomności! Zrozumiałeś? Bez sprzeciwów!

- Syriuszu, nie możesz mi mówić, co mam robić.

- Oczywiście, że mogę! Jestem twoim aniołem stróżem! Właśnie tak: stróżem - powiedział z naciskiem. - A to znaczy, że chronię cię i dyryguję tobą! Zrobisz, co mówię! - Szturchnął mnie. - Wracaj na Ziemię i niech twój język trafi prosto do jej gardła!

Skrzywiłem się.

- Mówisz jak moja matka... Z tą różnicą, że ona nigdy nie kazała mi nikogo całować.

Syriusz rozpromienił się na wspomnienie o niej.

- Poznałem ją. Jest strasznie miłą kobietą. Robi cudowny sernik truskawkowy. Musisz później z nią pogadać.

- Porozmawiać z nią? - prychnąłem. - Masz na myśli… że ona jest tutaj?

- O tak - mówił spokojnym głosem. - Jest też James, Lily, Elvis, cała banda! Z nim też jadłem obiad. Elvisa mam na myśli.

Próbowałem zignorować wzmiankę o obiadach Syriusza z większą ilością znanych, acz martwych ludzi.

- James i Lily też tu są? - uśmiechnąłem się.

- Tak. I przepraszają, że nie mogli przyjść. Są odrobinę zajęci. W Miłosnym Gniazdku, z tego co wiem. Mają tam ścianki z naprawdę cieniutkich patyczków, Luniaczku, cieniusieńkich.

Myśl, że wszyscy są tutaj beze mnie, nie była zbyt przyjemna.

- Chciałbym być z wami. Biorąc pod uwagę moje wilkołactwo, prawdopodobnie zostanę zesłany prosto na samo dno piekła.

Syriusz poklepał mnie po plecach.

- Nie ma mowy! Słuchaj, skoro nawet mi się udało tu wejść, tobie się uda bez problemu... - Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że mówi o niebie jak o jakimś nocnym klubie. - Oczywiście na razie jesteś potrzebny tam, na dole. - Wskazał na podłoże, co, jak się domyśliłem, miało oznaczać Ziemię. - No wiesz… musisz pomagać w walce ze Śmierciożercami i mieć oko na Harry’ego.

- Jasne - skinąłem głową.

- Szatan jest taki arogancki - powiedział Syriusz ze znudzoną miną.

- Niech zgadnę, z Diabłem również jadłeś obiad?

- Nie, ja po prostu wpadłem na niego - powiedział niejasno. - On jest całkiem atrakcyjny, jeżeli kręcą cię rogi i ogon. To trochę podejrzane.

- Może teraz powinienem się obudzić? - zasugerowałem.

- O tak, Gabrielle może zastanawiać się, gdzie jestem.

Spojrzałem na niego obojętnie, gdy wymówił imię jakiejś kobiety, ale nic nie powiedziałem. Powróciłem do mrugania. Syriusz przewrócił oczami.

- To nigdy nie działa. Lepiej użyj drzwi.

Zmarszczyłem brwi na wspomnienie o wyjściu, a Syriusz zaczął obracać mnie wkoło. Drzwi pojawiły się znikąd, ozdobione tabliczką „EXIT”.

Już chciałem nacisnąć na klamkę, ale Syriusz mnie powstrzymał.

- Więc, co zrobisz jak wrócisz na Ziemię?

- Obudzę się. Znajdę Tonks… a potem… - westchnąłem.

- A potem? - Syriusz wyszczerzył się do mnie w uśmiechu.

- Pocałuję ją… - wymamrotałem zawstydzony.

- Jesteś taki świętoszkowaty, Lunatyku - zażartował. Nagle otworzył drzwi i znalazłem się na wprost wielkiej dziury, pełnej… pustki.

- Eee… jesteś pewien, że to jest wyjście? - zapytałem, kurczowo trzymając się framugi.

- Nigdy nie wątp w to, co mówię - odparł.

- Oczywiście. - Spojrzałem w ciemną przestrzeń. - Przy okazji, Klask-Na-Blask nie działa.

- Cóż… mówiłem ci, żebyś tego nie kupował. To takie tandetne.

- Co? Ty wcale nie… - zacząłem, ale nagle Syriusz popchnął mnie z wyraźnie słyszalnym „No to pa!”.

Zacząłem krzyczeć, uświadomiwszy sobie, że spadam w niekończącą się ciemność. Zanim całkowicie to do mnie dotarło, obudziłem się we własnym łóżku. Trzymałem się kurczowo materaca, dysząc jakbym właśnie ukończył maraton, a nie jakbym po prostu miał dziwny sen, dotyczący mojego życia, z aniołami, Bogiem i dużą ilością chmur.

***

Uświadomiłem sobie, że pamiętam każdą, pojedynczą rzecz, która się wydarzyła. Poczynając od spa w niebie, a kończąc na aniołach przebierających się w Halloween i bawiących się na imprezach. W odróżnieniu od innych snów, to wspomnienie, choć nieco zamglone, mogłem przypomnieć sobie w każdym szczególe.

W końcu podniosłem się i zapaliłem światło. Nie wiedziałem, czy był to sen, czy nie. Wydawał mi się bardziej prawdopodobny, niż (logicznie rzecz biorąc) był, ale nie mogłem pozbyć się uczucia, że muszę zastosować się do słów Syriusza.

- W końcu przestanę wynajdywać kolejne wymówki i powiem Tonks, co do niej czuję.

Nie powiesz.

- Powiem.

Nie.

- Tak!

Nie!

- Zamknij się, przeklęty mózgu! Chociaż raz w życiu cię nie posłucham!

Zdecyduj po filiżance herbaty.

- Dobra.

Dziesięć minut później siedziałem na obdartej kozetce, dopijając ostatnie krople napoju.

Wstałem ponownie, by przygotować się do spotkania z Tonks. Nie ubrałem nawet szaty, tylko upewniłem się, że mam na sobie spodnie, żeby nie zdeportować się w samej bieliźnie.

Do startu, gotowi, START!

- W końcu przestanę wynajdywać kolejne wymówki i powiem Tonks, co do niej czuję.

Nie powiesz.

- Powiem.

Nie.

- Tak!

Nie!

- Na brodę Merlina! Zamknij się! Nie będę cię dłużej słuchał!

Skuś się na jeszcze jedną filiżaneczkę.

- Dobrze.

Kolejne dziesięć minut później siedziałem na znajomej kozetce, dopijając ostatnie krople mojej herbaty. Rozbiłem kubek. Nareszcie! Jestem gotowy do wyjścia. Koniec z tą cholerną herbatą!

Jesteś pewny? Jeszcze tylko jedna...

- NIE!

Wstałem, zabierając różdżkę i buty, po czym wymaszerowałem do przedpokoju i otworzyłem drzwi gotowy do deportowania się z zewnątrz.

Tonks stała za drzwiami!

Zatrzasnąłem je.

O Boże!

Oparłem się plecami o drzwi, zlany zimnym potem.

Co ona tu robi?! Przed moimi drzwiami! Nie panikuj! NIE PANIKUJ!

- Remus? - usłyszałem jej głos - Dlaczego zamknąłeś przede mną drzwi?

O SZLAG! Nawet nie mogę się przed nią ukryć, bo ona wie, że tu jestem. Zresztą, dlaczego chcę się przed nią kryć? Przecież właśnie miałem się z nią zobaczyć! Kim jesteś, Remusie Lupinie - mężczyzną, czy myszą?

-Remusie, jesteś tam?

MYSZĄ!

Nagle poczułem, że coś zaczyna mnie szturchać z tyłu. Obróciłem się i zobaczyłem, że to klapka na listy, której i tak nie używam dzięki Sowiej Poczcie. Tonks podnosiła ją palcami i zaglądała do środka.

- Remusie, jesteś tam? - powtórzyła.

Próbowałem wtopić się w ścianę lub zapaść pod ziemię, żeby tylko dała mi spokój. Pomyślałam nawet, że mógłbym krzyknąć "Remusa nie ma w domu” - ale przecież to by nie miało sensu. Bo niby do kogo miałby należeć wtedy mój głos?

- Słyszę twój oddech Remusie! - Zbladłem. - Nie wspominając o tym, że zatrzasnąłeś mi drzwi przed nosem.

Skuliłem się, w końcu zaprzestając prób „wmieszania się” w ścianę. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je. Starałem się sprawiać wrażenie rozluźnionego na widok spoglądającej na mnie łobuzersko Tonks. Jej intensywnie różowe włosy były rozwichrzone jak po locie, a fuksjową szatę, którą miała na sobie, przykrywało coś wyglądającego jak jeansowy drelich.

- Dlaczego nie teleportowałaś się do środka? - zapytałem zmieszany.

Oparła się o framugę drzwi.

- Nie chciałam ci przeszkodzić w układaniu skarpetek - powiedziała, wyraźnie się ze mną drażniąc.

Uniosłem brwi.

- Nie mogę pozbyć się wrażenia, że układałaś kolorystycznie skarpetki na długo przed tym, jak odwaliłaś kawał dobrej roboty z moimi - odparłem.

Uśmiechnęła się, wzruszając ramionami, po czym zmierzyła mnie wzrokiem.

- Remusie, to nie środek lata. Złapiesz zapalenia płuc - spojrzała karcąco na moją nagą klatkę piersiową.

Spłonąłem rumieńcem i zakryłem się szatą.

- Spieszyłem się do wyjścia - przekląłem się w myślach, jeszcze zanim dokończyłem to zdanie.

- Dlaczego wychodziłeś?

Żeby cię zobaczyć.

- Na zakupy - zełgałem, mając nadzieję, że moje umiejętności w ukrywaniu prawdy poprawiły się, odkąd ukończyłem Hogwart. Niestety nie wyglądała na przekonaną.

- Na zakupy? Jest już po północy...

- Lubię nocne zakupy - brnąłem dalej.

Tonks spojrzała na mnie rozbawiona

- I co takiego chcesz kupić podczas tej 'nocno-zakupowej' wyprawy?

Wymieniłem pierwszą rzecz, jaka przyszła mi na myśl.

- Sernik truskawkowy.

Niech to szlag trafi!

Ciasto wciąż chodziło mi po głowie, odkąd Syriusz wspomniał, że moja matka je przyrządza.

Tonks przygryzła wargi.

- Ale chyba nie jesteś kobietą w ciąży, która ma dziwne zachcianki jedzeniowe w środku nocy, nie?

Cóż... Ostatnim razem, kiedy sprawdzałem nie byłem w ciąży. Ani nawet kobietą.

- Tak - powiedziałem przez zaciśnięte zęby. - Jestem kobietą w ciąży z dziwną ochotą na sernik truskawkowy.

Tylko skinęła głową

- Em... mogłabym ci towarzyszyć?

Odrzuciło mnie.

- Potowarzyszyć mi w czym? - zapytałem niepewnie.

Przewróciła oczami.

- Nie jesteś tak inteligentny o tej porze, jak zawsze, co? Towarzyszyć ci w twojej „nocno-zakupowej” wyprawie po sernik.

To niedorzeczne! Jak długo będę przeciągał tę sernikową wyprawę?

- Jasne.

Najwidoczniej odrobinę dłużej.

Pół godziny później, siedzieliśmy na słynnej, sfatygowanej kanapie w moim mieszkaniu, pochłaniając truskawkowy sernik, zakupiony uprzednio w mugolskim sklepie.

Pomysł z tym sernikiem coraz bardziej mi się podobał. W miarę jak zapełniał on mój żołądek, czułem się bardziej zrelaksowany i spokojny. Wziąłem kolejny kawałek ciasta ze stołu i Tonks się roześmiała. Nasze nogi, oparte na stoliku, który chwilowo pełnił zaszczytną funkcję podnóżka, ponownie się szturchnęły.

- Ty naprawdę bardzo lubisz herbatę, prawda? - zapytała, wodząc wzrokiem po wielu kubkach rozstawionych po pokoju.

- Często mam na nią ochotę - mruknąłem.

- Z pewnością - przytaknęła, wkładając do ust jeszcze jeden ogromny kawałek ciasta.

- Więc... - próbowałem mówić, z ustami pełnymi sernika - co właściwie cię do mnie sprowadza?

- Chciałam ci powiedzieć, że zmienił się termin następnego spotkania Zakonu. - Obserwowałem jak oblizuje swoją łyżeczkę w tak niesamowicie kuszący sposób, że aż modliłem się, by nie poczerwienieć na twarzy.

- Mogłaś przecież wysłać sowę…

- Och, Remusie... Chciałam tylko zobaczyć jak się miewasz. No wiesz, pogadać. Nazywaj „udzielać się towarzysko”. Powinieneś kiedyś spróbować.

Miała śmietanę na nosie. Śmietanę na nosie. Obserwowałem, jak wytyka język i zlizuje ją. To było zupełnie jak jakaś sztuczka.

Zauważyła, że się w nią wpatruję.

- Popisowy numer, nie? - uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła napastować kolejny kawałek sernika.

Nie mogłem już tego wytrzymać i rzuciłem się na nią. Tak, Rzucający Się Remus Lupin nie jest często spotykanym zjawiskiem. Zdawało mi się, że słyszę głos Syriusza ze snu, mówiący, że ona jest moją bratnią duszą i że, gdy znajdę kogoś takiego, powinienem coś zrobić, nim będzie za późno... A ja zmarnowałem już wystarczająco dużo życia na wmawianiu sobie, że jestem zbyt stary, biedny i niebezpieczny. Dziewczyna naprzeciwko mnie jest wszystkim, czego kiedykolwiek pragnąłem - różowe włosy, jeansowe ogrodniczki i zwinny język.

Przycisnąłem moje usta do jej i pocałowałem ją.

Miała usta pełne sernika.

Pocałowałem ją, gdy miała usta pełne sernika.

Jestem skończonym idiotą.

Chociaż pocałunek był naprawdę świetny.

Ale pocałowałem ją, kiedy próbowała jeść!

Boże! Ale ze mnie kretyn!

Oderwałem się od niej, żeby zaczerpnąć powietrza i spojrzałem na nią szeroko otwartymi oczami. Przynajmniej była zaskoczona. Ludzie lubią niespodzianki, prawda?

Miałem w buzi masę ciasta. Uświadomiłem sobie, że prawdopodobnie wcześniej znajdowało się w jej ustach. Przełknąłem.

Jestem totalnym palantem.

- Wow… - odetchnęła, oblizując usta.

Zarumieniłem się i chwyciłem talerz z ciastem, by wyglądać na zajętego czymś.

Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłem. Ona na pewno myśli, że jestem psychicznie chory! Albo niezrównoważony emocjonalnie!

Oczekiwałem, że wybiegnie z mojego mieszkania, krzycząc, że jestem zboczonym psychopatą, ale gdy przeżuwałem sernik, ona zarzuciła mi ręce na szyję i mocno pocałowała.

Miałem usta pełne sernika.

Pocałowała mnie, gdy miałem usta pełne sernika!

Więc, jeżeli ja pocałowałem ją, kiedy jadła, a ona zrobiła później to samo, to znaczy, że ona uważa to za normalne! Albo oboje jesteśmy skończonymi idiotami.

Pocałunek był naprawdę... naprawdę dobry.

Oderwaliśmy się od siebie, a ona przełknęła sernik, który wcześniej musiał być w moich ustach. Oparła się na mojej klatce piersiowej, oblizując się ze smakiem.

- Mfjdfhkvbg - wymamrotałem niezrozumiale, wciąż będąc w szoku.

Podniosła głowę i zaczęła mierzwić palcami moje włosy, marszcząc brwi.

- Masz brokat na głowie - stwierdziła.

Próbowałem przyjrzeć się swoim włosom, jednak okazało się to fizycznie niemożliwe. Nie dostrzegłem więc pochodzącego ze skrzydeł Syriusza brokatu, chociaż z pewnością tam był. Moje spojrzenie ponownie padło na Tonks, która przyglądała mi się wzrokiem sugerującym, że przydałoby się jakieś wytłumaczenie. Prawdopodobnie pomyślała, że jestem transwestytą.

- Ehh... Syriusz. Anioł. Bóg. Aureola. Skrzydła. Brokat. Elvis. Szatan. - Ta lista chyba nie mogła uchodzić za pełnowartościową wypowiedź. Mimowolnie miałem odrobinę otwarte usta.

Popatrzyła na mnie obojętnie i podniosła talerz z ciastem.

- Sernik?

- Poproszę - odpowiedziałem, w nadziei, że znowu pocałuje mnie, gdy będę w połowie jedzenia.

Moony Alex
07-10-2007, 22:33
Cóż, polecałam Twoje tłumaczenie już w "Wasze ulubione fanfiction" na naszym kochanych forum.
Tak jak napisałam, również w tamtym temacie, jest to ostatnio moje ukochane opowiadanie. Przedrukowałam je sobie, żeby mieć je przy sobie jak wyjadę na wakcje.

Tutaj mój komentarz na dzisiaj się już kończy, bo muszę uciekać :(... Ale jutro dopiszę resztę ^.^

Ach, no i właśnie, się zjawiłam.

Opowiadania w oryginale nie czytałam, bo moje umiejętności językowe nie mogą sobie na to pozwolić ^.^
Remus jest nieco niekanoniczny, chociaż kto wie, może pod przykrywką spokojnego, cichego i poukładanego Remuska, którego zaprezentowała nam Rowling, kryje się taki lekko, słodko ciapowaty Lupinek?
No bo pytając mnie o Remusa, nie dostanie się obiektywnej odpowiedzi.
Mam to co mam (czyt.: obsesja), więc kocham Lupina kanonicznego, zarówno jak fickowego, który ma wiele różnych wcieleń...
Więc taki Remusek oczywiście też mnie urzekł.
Do tego: Syriusz jako anioł, McGonagall jako druga połowa pisana dla niego, obiady z Bogiem, z Elvisem, atrakcyjność diabła, Remus i śpiewanie piosenek Beatlesów... no i skarpetki...- palce lizać!

No i oczywiście kilka największych cudeniek:

Syriusz próbował przekonać mnie, że "laski" (jak się tak nad tym zastanowić, to on strasznie nadużywał tego słowa) uważają moje blizny za seksowne.
Może to dla ogółu takie śmieszne nie jest, ale ja wymiękłam XD.
Remus, nie tylko laski, takie zwykłe dziewoje jak ja, też ;)!

Użyłem zwyczajnych ogórków z resztek obiadowej sałatki. Nie wiem dlaczego, ale oczy zaczęły okropnie piec, gdy tylko ogórki zetknęły się ze skórą. Odrobina sosu sałatkowego, która znalazła się tam jakimś cudem, nie poprawiła sytuacji.
Muszę to wypróbować!

- Ja latam! - zapiszczałem.

- Dobre spostrzeżenie - Syriusz przewrócił oczami. - Doprawdy, Lunatyku... Mądrość zazwyczaj przychodzi z wiekiem, ale widać ciebie to nie dotyczy.


(Cała rozmowa Syriusza z Remusem jest cudowna, nie będę całej treści kopiować ;) )

- Na brodę Merlina! Zamknij się! Nie będę cię dłużej słuchał!
XD

O SZLAG! Nawet nie mogę się przed nią ukryć, bo ona wie, że tu jestem. Zresztą, dlaczego chcę się przed nią kryć? Przecież właśnie miałem się z nią zobaczyć! Kim jesteś, Remusie Lupinie - mężczyzną, czy myszą?

-Remusie, jesteś tam?

MYSZĄ!
To jest booooooooooooooooooooskie... Przy tym chciałam już dzwonić po pogotowie i zaalarmować, że duszę się ze śmiechu...

Cóż... Ostatnim razem, kiedy sprawdzałem nie byłem w ciąży. Ani nawet kobietą.
Tutaj powinnam się zarumienić.


Co do końcowych scen.
*krztusi się ze śmiechu*
*rozpaczliwym głosem woła: Robię się zazdrosna, Remus! Ja też tak chcę!*
*robi się koloru młodych buraczków*
*zaczyna się jąkać: Eee... nie słyszeliscie tego, prawda?*

No, to by chyba było na tyle wyznań miłosnych (metafora) pod adresem Limonki, autorki i oczywiście Remusa ^.^

Czasami wkradają się niejakie "r11" itp... No, ale to łyżka dziegciu w beczce miodu (beczce...STUDNI!)

Her-mio-na 13
07-11-2007, 13:22
W tym ff jest strasznie duzo miejsc, gdzie śmiałam się jak idiotka. Oto niektóre:

Na początku pomyślałem, że Tonks jest złodziejem skarpetek.

Potem przeraziłem się, że Tonks i (o zgrozo!) skarpetki mogły zostać porwane.

Świetne. Juz sobie wyobrazam Tonks kradnącą skarpetki Remusa/ Tonks i skarpetki porwane ;)

- Dobre spostrzeżenie - Syriusz przewrócił oczami. - Doprawdy, Lunatyku... Mądrość zazwyczaj przychodzi z wiekiem, ale widać ciebie to nie dotyczy.

- Jestem teraz aniołem - wyszczerzył się Syriusz. - Mogę nasłać na ciebie Boga Wszechmogącego. Jeśli ktokolwiek mnie drażni, Bóg może skopać mu dupsko. - Jego głowa skierowała się nagle ku górze, a oczy miały wyraz, jakby słuchał prywatnego kazania. - Przepraszam za język, o Wszechświęty. Dobrze, nie będę więcej używać Twej niewidzialnej, jakże wspaniałej i potężnej bytności, jako broni kopiącej tyłki.

Broń kopiąca tyłki? Chciałabym mieć takie urządzonko. A, no i Syriusz w roli anioła^^

- To kiedy zamierzasz powiedzieć jej, co do niej czujesz?

Poczerwieniałem na twarzy.

- Musisz mówić o tym tak... bezceremonialnie? A właściwie, dlaczego nie możesz być nadopiekuńczym wujkiem i zagrozić mi, że pozbawisz mnie wszystkich kończyn, jeżeli kiedykolwiek jej dotknę?

Doprawdy, zniewalające^^

Nie powiesz.

- Powiem.

Nie.

- Tak!

Nie!

- Zamknij się, przeklęty mózgu! Chociaż raz w życiu cię nie posłucham!

Zdecyduj po filiżance herbaty.

- Dobra.


- Ale chyba nie jesteś kobietą w ciąży, która ma dziwne zachcianki jedzeniowe w środku nocy, nie?

Cóż... Ostatnim razem, kiedy sprawdzałem nie byłem w ciąży. Ani nawet kobietą.

- Tak - powiedziałem przez zaciśnięte zęby. - Jestem kobietą w ciąży z dziwną ochotą na sernik truskawkowy.
- Remus? - usłyszałem jej głos - Dlaczego zamknąłeś przede mną drzwi?

O SZLAG! Nawet nie mogę się przed nią ukryć, bo ona wie, że tu jestem. Zresztą, dlaczego chcę się przed nią kryć? Przecież właśnie miałem się z nią zobaczyć! Kim jesteś, Remusie Lupinie - mężczyzną, czy myszą?

-Remusie, jesteś tam?

MYSZĄ!

Ogólnie cały ff był świetny ;)

Anika
07-11-2007, 14:12
Pinkne!! Słodkie!!
*uśmiecha się debilowato i ślini się na myśl o serniku truskawkowym*
Reeemik, ty jesteś mój, a nie Tonks....
*robi oczka słodkiego wilkołaczka, mimo że jest wampirem wyższej klasy*
Teksty świetne, zwłaszcza nieco schizofreniczna rozmowa z własnym mózgiem XD
*chichocze jak kretynka*
IDEM DO DOMU NA CIASTO! :lol::lol:

Hermiona12
07-11-2007, 21:45
Ten artykuł jest :
-cudowny
-świetny
-superowy
-mega śmieszny
-najlepszy jaki czytałam
-równy z absurdalnym swiatem pewnego Pottera.
Poprostu ryczałam ze śmiechu az brzuch mnie bolał.

Her-mio-na 13
07-12-2007, 10:15
Heh, no, stał się jednym z moich ulubionych. Ale jeszcze bardziej podobał mi się ff Slay o WŚC (Wielkiej Ślizgońskiej Czwórce) w akcji czy jakoś tam.

Kate
07-16-2007, 21:25
Limonka, pytam od razu: mam być taka jak na mirriel czy taka jak na h-p.net?

Kate
07-20-2007, 19:18
No więc... z każdym razem jak to czytam [czyli 2 raz] podoba mi się mniej. Ale nie ze względu na tłumaczenie, ale na kanoniczność i Blacka w roli anioła. Że błędów nie ma (kto jak kto, ale ty ich nie robisz) i że pomysł nie jest twój (a szkoda, że naraie nie planujesz nic swoje) jestem na tak. ale takie niezdecydowane...

Limonka
07-20-2007, 20:05
Kate napisał/a:
Limonka, pytam od razu: mam być taka jak na mirriel czy taka jak na h-p.net?
No jedno z najgłupszych pytań, jakie słyszałam. Jak bym powiedziała, że na h-p.net.pl, to opinia byłaby nieszczera? Czy może mniej dokładna, bo tu przecież nie warto wysilać się na komentarz?

Kate napisał/a:Ale nie ze względu na tłumaczenie, ale na kanoniczność i Blacka w roli anioła.
Co prawda to twoje zdanie, którego nie powinnam komentować, ale dziwi mnie ono. Black w roli anioła to jeden z motywów przewodnich tego opowiadania. Zgadzam się, że Remus jest niekanoniczny, ale co złego jest w anielskim Blacku? Przecież to fik humorystyczny, jeżeli nawet nie częściowo parodia. I tak jak remusową kanoniczność można by naprawić, to jak widzisz to opowiadanie z Syriuszem nie-aniołem?

Kate
07-20-2007, 21:35
Właściwie to nie wiem, bo opowiadanie mi nie podeszło. Co do mojego pytania... to sama wiesz, jaka jest sytuacja na forum i trzeba szukać z lupą szczerych wypowiedzi, sama mi to mówiłaś. Rzeczywiście, jest ono trochę głupio, więc chyba pozwolisz mi je usunąć...? co do Blacka - Anioła... Dialogi są przefajne, uśmiechnęłam się nie raz i nie dwa... Poprostu coś mi zgrzyta i tyle. dziękuję i pozdrawiam

Flegma
07-24-2007, 11:59
Hmm... czytam to opowiadanie po raz trzeci i pół, bo wcześniej czytałam w oryginale, potem przetłumaczony, a wcześniej jeszcze moje przetłumaczone kawałki. No ale przejdzmy do sedna sprawy. Limonka umieściła to jeszcze na jakimś innym forum i tam też były osoby, którym nie podobał się Syriusz-anioł. Naprawdę uważam, że miejsca w których on występuje są jedne z lepszych w całym opowiadaniu. Uwazam, ze najzabawniejsze w tej postaci jest to, że aniołem został człowiek, który spędził kilkanascie lat w Azkabanie i do tego byly Huncwot, który używa swojej aureoli jak freesbe xD. No ale wiadomo: co kto lubi.

Co do tłumaczenia, to niektóre słowa tak jakby... nie pasują mi do tekstu. Aha i w przedostatnim zdaniu bardziej mi pasuje "sernika?" zamiast "sernik?" xD. Ale ogólnie czyta się bardzo lekko i przyjemnie. I mi wcale, a wcale nie przeszkadza, że kanonicznośc leży i kwiczy xD. Wręcz przeciwnie, wlasnie TO nadaje opowiadaniu tego CZEGOŚ.

Kot
09-02-2007, 13:32
Bardzo podoba mi się to opowiadanie! Wogóle, głównym bohaterem jest Remus więc niewidzę powodu aby mi się niepodobało! Naprawdę świetne! Ja też bym sobie zjadła sernik truskawkowy ( najchętniej w towarzystwie Remuska. Jestem jakaś walnięta.....)

caroline349
09-23-2007, 14:08
Ludzie nie czytajcie tego,bo sanitariusze ZAWSZE pytają,dlaczegoście chcieli zjeść mysz komputerową (ze śmiechu:D),i dlaczego jesteście tak uślinieni(tak na marginesie to było superowe-Syriusz w roli takiego aniołka).Proszę o więcej!!!

mycity7
08-17-2009, 23:17
To jest 'zajumbiste'. Historia bardzo pasująca do Lunatyka i Nimfadory :).
Momentami chciało mi się płakać i nie tylko ze śmiechu.
Po prostu nabrałam ochoty na sernik truskawkowy (o 23.13).
Bardzo dobra tłumaczenie, moim skromnym zdaniem :).

Pozdrawiam, mycity7.

Irima Black
01-11-2010, 15:10
Genialne! To jest po prostu świetne. Moje ulubione momenty:

Walczyłem przez chwile jak wariat z ubraniem, które najwyraźniej miało zamiar mnie udusić i zanim zdałem sobie z tego sprawę, znalazłem się poza łóżkiem, uderzając przy tym głową w podłogę.

Dzięki ci, Merlinie, że nikt tego nie widział.

Co tu komentować.

Do takich niezapowiedzianych wizyt należało na przykład regularne pojawianie się Szalonookiego akurat wtedy, gdy brałem prysznic i wyśpiewywałem piosenki Beatlesów, wypadając z rytmu.

No cóż Lupin piosenkarzem nie zostanie...

Na początku pomyślałem, że Tonks jest złodziejem skarpetek.

Potem przeraziłem się, że Tonks i (o zgrozo!) skarpetki mogły zostać porwane.

Pomysły pierwsza klasa!

Przerwałem mu, zanim zaczął wygłaszać swoją teorię, jakoby podobał się Minerwie McGonnagal od pierwszego roku w Hogwarcie i dawała mu szlabany tylko po to, żeby być z nim sam na sam.

McGonnagal/Syriusz? Ach ta wyobraźnia...

- Tak. I przepraszają, że nie mogli przyjść. Są odrobinę zajęci. W Miłosnym Gniazdku, z tego co wiem. Mają tam ścianki z naprawdę cieniutkich patyczków, Luniaczku, cieniusieńkich.

W to nie wątpię!

Reszta tekstu podobała mi się, ale w o wiele mniejszym stopniu. To zdecydowanie mój ulubiony fanfick!

Carmell
01-20-2010, 16:44
A mi się podobało tak bardzo, bardzo. Czytałam już wcześniej na Mirriel... I się zachwyciłam. A co dokładnie mnie tak zauroczyło... Czy ja wiem? Uważam, że pomysł z Syriuszem był świetny. Ten dialog, tą część gdzie on występuje mogę czytać bez końca. To samo tyczy się wewnętrznego monologu Remusa. Podoba mi się również końcowa scena z pocałunkiem i sernikiem, uważam, że wyszła wspaniale. Generalnie... Bardzo, ale to bardzo przypadł mi do gustu Twój styl pisania. Jest taki lekki... I humor. Zabawne teksty... Idealnie oddałaś humor Syriusza, oraz tchórzostwo Remusa. Pod tym względem wyszło wręcz genialnie.
Liczę, że przeczytam coś Twojego autorstwa w najbliższej przyszłości, bo Sernik przypadł mi bardzo do gustu. Tymczasem weny życzę.

klauudusia2
01-20-2010, 17:17
Chichotałam. Serio. Strasznie mi się to podoba! <kłania się Limonce> W momentach, kiedy odzywał się Syriusz miałam na twarzy szeroki uśmiech i chichotałam jak idiotka.

- Jestem teraz aniołem - wyszczerzył się Syriusz. - Mogę nasłać na ciebie Boga Wszechmogącego. Jeśli ktokolwiek mnie drażni, Bóg może skopać mu dupsko. - Jego głowa skierowała się nagle ku górze, a oczy miały wyraz, jakby słuchał prywatnego kazania. - Przepraszam za język, o Wszechświęty. Dobrze, nie będę więcej używać Twej niewidzialnej, jakże wspaniałej i potężnej bytności, jako broni kopiącej tyłki.

Ten moment jest powalający. Jak zresztą wszystkie wypowiedzi Syriusza, no, ale, czemu się dziwić?
Zazdroszczę Ci Twojego talentu jako tłumaczki. Serio.

WENA życzę!

parvati_patil1
01-21-2010, 22:26
Umarłam. Umarłam, ale Ok. Powstałam, by przeczytać jeszcze raz. Przeczytałam. Kocham to. Dziesięć razy spadłam z krzesła(szczególnie przy wyobrażeniu sobie uprowadzenia skarpetek), dwa razy mama zajrzała do pokoju, zobaczyć, czy na pewno dobrze się czuję, i pies zaczął szczekać. Ale Ok. Kocham to. Już chyba mówiłam?
No więc, widziałam to już setki razy(widziałam, nie czytałam) i omijałam to, nie wiedzieć czemu myśląc, że to przeczytany już przeze mnie Drabble. Ale postanowiłam odświeżyć sobie pamięć i uśmiałam się jak głupia. Kocham to.
Ogólnie rzecz biorąc, bodobało mi się strasznie.
Ta miniaturka została od dziś moją ulubioną.

Sann
06-30-2011, 23:28
O matko, dobrze, że w domu jeszcze nie śpią, bo z pewnością bym ich pobudziła śmiechem. Opowiadanie jest...niesamowite. Śmiałam się i śmiałam i nie mogłam przestać. :)