PDA

View Full Version : Rodzinne święta.


LunaLumus
05-25-2010, 10:39
Zima.Cudowny biały puch pod nogami,śnieżne sowy wzbijające się leniwie w powietrze lecące ku górze.
Ile można na nich czekać?-spytała Hermiona.
Uspokój się,pewnie już są w drodze.Upiekłaś ciasteczka?-spytał Ron.
Jak zwykle tobie tylko w głowie jedzenie ,zamiast własne dzieci-stwierdziła z goryczą Hermiona.
W pewnej chwili ktoś zapukał do drzwi.
To my Harry,Ginny i Lily -odezwał się ciepły głos Ginny zza drzwi.
No nareszcie ! Ile można na was czekać trzeba jak najszybciej wsiadać do
auta i ruszać bo dzieciaki pewnie już czekają-krzykneła Hermiona.
Lecieli autem Rona,przebijając się przez biały puch który sypał od rana,
po krótkim czasie już byli na peronie 9 i 3/4.
James,Albus !-krzyknął radośnie Harry i jak tam pierwsze chwile w szkole Albusie?
Naprawdę cudownie tatusiu,jestem dumny że jestem Gryfonem-odparł naprężając pierś Albus.
No nareszcie Rose,Hugo bardzo za wami tęskniłam-odparła ze łzami w oczach Hermiona.
Wasza matka to histeryczka wystarczy że dzieci niema przez 4 miesiące a ta zalewa się łzami-odparł Ron.
Hermiona spojrzała na niego poirytowana.
No to już czas chodzcie spakujemy graty do samochodu i możemy ruszać-odparł Ron.
Juhuu-krzykneły dzieciaki.
Jakiś czas pózniej...
Nareszcie w domu-pisneła Rose.
Chodz Lily pokaże ci moją nową książkę którą przysłała mi mama-powiedziała pełna podniecenia Rose.
Chłopcy nie biegajcie-krzykneła Ginny.
Mówię ci Ginny,jestem już tak tym zmęczona wieczne przygotowania
do świąt ale naszczęście ty mi pomagasz, aha i twoja mama ma przywieść
jakieś smakołyki-odparła z radością Hermiona.
Kiedy mają się zjawić?-krzykneła Ginny przerywając tym ciekawą rozmowę
o miotłach Harrego i Rona.
Wydaje mi się że pojawią się dziś wieczorem mama,tata,George,Ted,Fleur,
Bill,Charlie,Percy jak mi wiadomo ma się zjawić rano co mnie nie dziwi-westchnął Ron.
Rozumiem czyli cała rodzina w komplecie,chociaż zaraz,zaraz a rodzice Hermiony,
Neville,Luna i Ksenofilus?-spytała ze zdziwieniem Ginny.
Neville spędza święta z babcią która już ledwie trzyma się na nogach,z Lovegoodami
nigdy nic niewiadomo być może zjawią się w połowie kolacji-powiedział Ron.
Przygotowania trwały pełną parą ,chłopcy bawili się na podwórku nie przeszkadzając
Ginny i Hermionie w pichceniu,Rose i Lily pomagały dekorować dom,Harry
poszedł do lasu po choinkę a Ron na strych po ozdoby.
W pewnej chwili rozbrzmiał huk,pojawił się błysk i z komina wyleciała
Pan i Pani Weasley,George,Fleur,Bill,Charlie i Ted runeli na posadzkę otrzepali
się ,i Pani Weasley zaczeła krzyczeć gdzie są moje dzieci? Moje kochane wnuki?
Rose,Lily!-Pani Weasley uściskała dziewczynki jakby ich niewidziała kilka lat.
George poszedł do Rona na strych natomiast Fleur podeszła do Hermiony i Ginny
stawiając im domowej roboty paszteciki,babeczki,kanapki.
Ohh dziękuje Fleur moja kochana,ile my się z Ginny narobiłyśmy
dziękuje że się pofatygowałaś-odparła z uśmiechem Hermiona.
Alesh to szaden dla mnie phoblem-powiedziała Fleur.
Noc była długa ,Harry nie dał rady zmrużyć oka,cały czas myślał o tym
co się wydarzyło gdy miał lat 18,że Ted śpi za ścianą ,Ted który nigdy
nie poznał swoich rodziców jak Harry,pamięta że jak Ted był mały Harry opowiadał
mu o rodzicach że Remus był niesamowitym czarodziejem,a jego mama
była cudowna i taka magiczna uwielbiała zmieniać kolor swoich włosów.
A George? Fred był kimś najbliższym najważniejszym dla George'a byli
razem złączeni,byli identyczni,zawsze mieli śmieszne pomysły.
Harry ! Wstawaj,dzisiaj kolacja Bożo Narodzeniowa!-odparła Ginny.
Trzeba pomóc Weasleyom,szybko ruszaj się.
Harry niechętnie wstał z łóżka nie spał pół nocy ,był zmęczony.
Ranek i południe mineły bardzo szybko ,przygotowaniom nie było końca.
Wieczór.
Wszyscy zasiedli za stołem pysznie przyrządzone potrawy,nagle Harremu
świsneła myśl w głowie ,pamięta te święta w których uratował Pana Weasley'a
pamięta też Syriusza który był z nim,to było tak dawno miał wtedy 15lat.
Pyszne te twoje paszteciki Fłeur,nawet Hełłmiona takich nie łobi-odparł dławiąc się Ron.
Hermiona spojrzała na Panią Weasley z uśmieszkiem.
No dobrze ! A teraz prezenty-krzykneła Pani Weasley.
Mamo ! Zobacz ,dostałam Baśnie Baarda Beedley'a kiedyś mi o nich opowiadałaś-pisneła Rose.
Hermiona popatrzyła na nią wzruszona.
Niedowiary!-krzyknął Albus .
Do-dostałem PELERYNĘ NIEWIDKĘ!
Ciekawe od kogo...-spojrzał z zaciekawieniem na gości Albus.
Każdy z gromadzonych dostał również po ciuszku robótki ręcznej pani Weasley.
Lily,Rose,Hermiona,Ginny i Fleur dostały szalik,czapkę,rękawiczki.
A wszyscy chłopcy po swetrze z pierwszą literą ich imion.
Ron szepnął do Harrego: Ona nigdy się nie zmieni.
Uczta dobiegała końca.
Wszyscy poszli do łóżek,Ginny i Hermiona zmywając naczynia rozmawiały:
Wiesz jestem taka szczęśliwa że mam taką rodzinę-odparła Ginny.
Ja też kochana,ja też-powiedziała z uśmiechem Hermiona.
Po raz pierwszy daję tu mojego fan ficka,mam nadzieje że się spodoba.
Zkrytykuj.