Draco1297
11-10-2009, 16:56
Praktycznie w każdym fan fiction, które piszę pojawia się Draco. Ten nie będzie wyjątkiem. W każdym razie po napisaniu czegoś lżejszego ( Harry Potter i zaskakujący film wytwórni Worner Bros) wzięło mnie na poważniejszą miniaturkę. Nie wiem czy wyjdzie poważnie czy kompromitująco, dlatego liczę na szczere komentarze.
O tym jak umiera Śmierciożerca
Starszy mężczyzna stał po środku szarej komnaty. Jej szarość była tu niemalże wszystkim. Ściany, podłogi i meble i nawet owy starszy mężczyzna byli szarzy. Tylko jedna rzecz połyskiwała w tej szarości. Kwiat o jednym, bordowym płatku stał w szklanym wazonie.
Draco zrobił krok przed siebie i otworzył okno, za którym czerniała noc.
Powiew wiatru rozwiał resztkę jego białych włosów. Uśmiechnął się. Jego uśmiech się nie zmienił. Był taki sam jak sześćdziesiąt lat temu… sześćdziesiąt lat. Kopa czasu! Przez te sześćdziesiąt lat jeszcze tyle osób zdążyło go znienawidzić. Jego żona, syn, wnuki.
Drwina wdarła się na wąskie wargi.
Nienawidził i był nienawidzony, wszystko trzyma się kupy.
Przy tym był też sam. Taki zupełnie sam. Nieakceptowany przez nowy świat dóbr i urodzaju, został tam gdzie wszystko go rozumie. Gdzie ściany szepczą do niego a drewniane komody kłaniają się na dzień dobry.
‘’ Wszystko było dobrze’’
Ależ oczywiście, że było. Harry Potter jest teraz emerytem wychowującym wraz z żoną i swoimi dziećmi gromadkę wnuków.
A Draco? Czy on, chociaż pamięta jak nazywają się jego wnuki… może i pamięta, ale to wcale nie jest niczym pozytywnym. To tak jakby ktoś przykuł cię rdzawymi łańcuchami do muru. To tak jakby… zobowiązanie.
Draco nienawidził zobowiązań.
Wolność. Bezdenna, nieujarzmiona czeka na niego w czerni nocy.
Był ostatnim śmierciożercą, ostatnim skazańcem nowej rzeczywistości. Reszta wyczerpana życiem w nicości oddała się krwawym i zarazem delikatnym dłoniom śmierci.
Wszystkie inne bordowe płatki kwiatu w szklanym wazonie tak dawno już poopadały. Teraz kolej na ostatni płatek.
Draco nadal spoglądał w atramentową i nieodgadniętą twarz nocy. Cóż to było za życie! Przesiąknięte szarością i pustymi komnatami, zdawało się nie mieć żadnego najdrobniejszego znaczenia dla innych istnień.
Kto będzie za nim tęsknił? Może ściany zamienią o nim od czasu do czasu słowo? Może drzewa poszepczą czasem o nim między sobą? Tylko, po co? On odejdzie nie zostawiając po sobie śladu na tym prymitywnym świecie, a jego ściany będą stały tu tak długo aż same nie zaczną burzyć się ze starości. Tak ten świat jest zbyt głupi by rozkruszać na nim pamiątki.
Nie będzie też pogrzebu. Nie będzie ciała. Kto by się nim na tyle interesowałby zapukać, choć w jego drzwi? Nie, nie będzie ciała. Chyba, że po latach zdążą się zorientować, że nawet Draco Malfoy nie potrafi żyć dwóch wieków. Jaka szkoda, że wtedy już nie będzie żył. Pokazałby im, że nikomu poza nim nie wolno szurać butami po jego podłogach.
Ale teraz wreszcie się skończy! Skończy się ten głupi świat, który każdy z nas uważa za swój. Skończy swoje równie głupie, przyziemne myśli, które mogą się ciągnąć aż do skraju nocy.
Lekki powiew poruszył bordowym płatkiem. Draco ponownie się uśmiechnął.
Wreszcie odda temu światu ostatni oddech i rozwieje się wraz z szumem drzew.
Ostatni bordowy płatek opada na szarą, pokrytą kurzem podłogę.
Jeden oddech i cisza.
Znienawidzony, samotny i szczęśliwy. Tak umiera Śmierciożerca.
O tym jak umiera Śmierciożerca
Starszy mężczyzna stał po środku szarej komnaty. Jej szarość była tu niemalże wszystkim. Ściany, podłogi i meble i nawet owy starszy mężczyzna byli szarzy. Tylko jedna rzecz połyskiwała w tej szarości. Kwiat o jednym, bordowym płatku stał w szklanym wazonie.
Draco zrobił krok przed siebie i otworzył okno, za którym czerniała noc.
Powiew wiatru rozwiał resztkę jego białych włosów. Uśmiechnął się. Jego uśmiech się nie zmienił. Był taki sam jak sześćdziesiąt lat temu… sześćdziesiąt lat. Kopa czasu! Przez te sześćdziesiąt lat jeszcze tyle osób zdążyło go znienawidzić. Jego żona, syn, wnuki.
Drwina wdarła się na wąskie wargi.
Nienawidził i był nienawidzony, wszystko trzyma się kupy.
Przy tym był też sam. Taki zupełnie sam. Nieakceptowany przez nowy świat dóbr i urodzaju, został tam gdzie wszystko go rozumie. Gdzie ściany szepczą do niego a drewniane komody kłaniają się na dzień dobry.
‘’ Wszystko było dobrze’’
Ależ oczywiście, że było. Harry Potter jest teraz emerytem wychowującym wraz z żoną i swoimi dziećmi gromadkę wnuków.
A Draco? Czy on, chociaż pamięta jak nazywają się jego wnuki… może i pamięta, ale to wcale nie jest niczym pozytywnym. To tak jakby ktoś przykuł cię rdzawymi łańcuchami do muru. To tak jakby… zobowiązanie.
Draco nienawidził zobowiązań.
Wolność. Bezdenna, nieujarzmiona czeka na niego w czerni nocy.
Był ostatnim śmierciożercą, ostatnim skazańcem nowej rzeczywistości. Reszta wyczerpana życiem w nicości oddała się krwawym i zarazem delikatnym dłoniom śmierci.
Wszystkie inne bordowe płatki kwiatu w szklanym wazonie tak dawno już poopadały. Teraz kolej na ostatni płatek.
Draco nadal spoglądał w atramentową i nieodgadniętą twarz nocy. Cóż to było za życie! Przesiąknięte szarością i pustymi komnatami, zdawało się nie mieć żadnego najdrobniejszego znaczenia dla innych istnień.
Kto będzie za nim tęsknił? Może ściany zamienią o nim od czasu do czasu słowo? Może drzewa poszepczą czasem o nim między sobą? Tylko, po co? On odejdzie nie zostawiając po sobie śladu na tym prymitywnym świecie, a jego ściany będą stały tu tak długo aż same nie zaczną burzyć się ze starości. Tak ten świat jest zbyt głupi by rozkruszać na nim pamiątki.
Nie będzie też pogrzebu. Nie będzie ciała. Kto by się nim na tyle interesowałby zapukać, choć w jego drzwi? Nie, nie będzie ciała. Chyba, że po latach zdążą się zorientować, że nawet Draco Malfoy nie potrafi żyć dwóch wieków. Jaka szkoda, że wtedy już nie będzie żył. Pokazałby im, że nikomu poza nim nie wolno szurać butami po jego podłogach.
Ale teraz wreszcie się skończy! Skończy się ten głupi świat, który każdy z nas uważa za swój. Skończy swoje równie głupie, przyziemne myśli, które mogą się ciągnąć aż do skraju nocy.
Lekki powiew poruszył bordowym płatkiem. Draco ponownie się uśmiechnął.
Wreszcie odda temu światu ostatni oddech i rozwieje się wraz z szumem drzew.
Ostatni bordowy płatek opada na szarą, pokrytą kurzem podłogę.
Jeden oddech i cisza.
Znienawidzony, samotny i szczęśliwy. Tak umiera Śmierciożerca.