PDA

View Full Version : Klątwa śmierci


FanFiction
04-25-2009, 14:22
Klątwa śmierci
Autor: ddddddd (http://www.harry-potter.net.pl/ddddddd-p16935.html)



Cześć, wyobraźmy sobie, że Voldemort rozszczepił swoją duszę na osiem części - miejsce ukrycia tej ostatniej nie jest znane przez nikogo, oprócz jego samego. Ale czy tylko jego? Wszystko przez sny pewnej dziewczyny, która wcześniej nie miała o Horkruksach zielonego pojęcia...

Dochodziła północ. Tereny wokół Hogwartu powoli pokrywała kołdra milczenia. W pokoju wspólnym Ravenclawu została tylko jedna dziewczyna. Jej długie, jasne włosy lśniły srebrzyście w blasku księżyca. Wyglądała na zatroskaną. Siedziała w jednym z foteli, pochylona nad kartką pergaminu, w ręku trzymała pióro. Na stoliku paliła sie lampa naftowa, rzucając na pomieszczenie blade światło.
- "... nie mogę ci nic więcej napisać z powodu cenzury, na którą jestem narażona. Sama nie wiem, jak tego dokonam, boję się. Do zobaczenia". - Podpisała się na dole kartki, zwinęła list i włożyła go do dzioba sowie, która siedziała na drugim fotelu, czekając na swoje zadanie. Zwierzę natychmiast wyleciało przez okno, ginąc w nieprzeniknionej ciemności. Wstała szybko z fotela i udała się do wyjścia, biorąc przedtem różdżkę ze stolika.
- Przyda mi się. - Powiedziała sama do siebie.
Prawie biegła, mijając zdziwione postacie na portretach; Było tak ciemno, że musiała użyć zaklęcia Lumos, by trochę rozjaśnić drogę. Gdy znalazła się w Sali Wejściowej, wyciągnęła z kieszeni inną kartkę, niezapisaną. Wyjęła też pióro, oparła pergamin o ścianę i napisała tylko cztery słowa - " Jestem na dole. Czekam". Była to wiadomość do Ginny, która posiadała taki sam kawałek pergaminu. Gdy jedna czegoś chciała, wystarczyło, że napisała to na swojej części kartki, a zaraz pojawiało się to na drugiej. Był to jeden z niezawodnych pomysłów siostry Rona.
Po upływie dziesięciu minut z marmurowych schodów zeszła Ginny. Wyglądała na równie zdenerwowaną, jak jej koleżanka.
- No, nareszcie. Myślałam, że już nie przyjdziesz. - Szepnęła ostro.
- Luna, co się stało? Przecież ci już sto razy powtarzałam, że nie ma sensu. Nie uda nam się to. - W głosie Ginny wyczuwalne było lekkie zirytowanie.
- Skoro nie chcesz... - Luna spuściła oczy.
- Och, wiadomo, że ci pomogę. W końcu od czego ma się przyjaciół. - Uśmiechnęła się do niej - Chcę ci tylko powiedzieć, że my przeciw zgrai Voldemorta, to lekka pomyłka.
- Wiem, ale mamy inne wyjście? - Oczy Luny zapłonęły dziwnym blaskiem - Jeżeli tego nie zrobimy, nikt tego nie zrobi. Dobrze wiesz, że tylko my wiemy, gdzie jest ostatni Horkruks.
- Wiemy, czy nie wiemy... jakie to ma znaczenie. Harry z Ronem i Hermioną wciąż go szukają, a...
- No właśnie! Oni nie wiedzą, gdzie jest Puchar Zwycięstwa. Nie wiedzą nawet, że jest Horkruksem. A my możemy im pomóc! - Luna nabrała entuzjazmu. Stała przy drzwiach wiodących na błonia, gotowa do wyjścia.
- Eee, czy ty naprawdę wierzysz... to znaczy, czy jesteś pewna, że ten puchar istnieje? - Ginny wyraziła powątpiewanie.
- No wiesz! - Zaperzyła się przyjaciółka - Oczywiście, że tak! Ale skoro mi nie wierzysz... jak zresztą większość ludzi w tej szkole, skoro uważasz, ze jestem tak samo stuknięta, jak...
- Idziemy. - Ginny ruszyła z impetem do drzwi wyjściowych, otworzyła je jednym zaklęciem i wyszła na zewnątrz, gdzie wszystko okryła już granatowa czerń. Luna pobiegła za nią. Szły tak zaledwie parę minut, gdy za plecami usłyszały jakiś szmer, a potem głuche uderzenie.
- Kto to? Czy ktoś tam jest?
- Homenium Revelio! - Krzyknęła Luna i jej różdżka natychmiast zaczęła wibrować w dłoni - Ktoś jest na błoniach.
Powiedziała to bardzo cicho, tak, żeby tylko Ginny mogła ją usłyszeć.
- Musimy przyśpieszyć tempo. - Powiedziała zdenerwowana Gryfonka - Wychodzimy za bramę i od razu się deportujemy!
Pobiegły więc, starając się przy tym nasłuchiwać, czy są same, czy może ktoś nadal ich śledzi...
Wybiegły szybko poza teren szkoły, stanęły obok siebie i okręciły w miejscu, pozostawiając za sobą Hogwart, błonia i jeszcze kogoś...
Wylądowały nad brzegiem morza. Fale uderzały o nagie skały, morze było niespokojne. Po ich drugiej stronie rozpościerał się gęsty, zapuszczony las, który nie wyglądał zbyt zachęcająco.
- Musimy szukać śladów na ziemi. O, tam. - Luna wskazała ręką na szczelinę pomiędzy dwoma najgrubszymi pniami wysokich sosen. Z dala można było usłyszeć tajemnicze szepty.
- Skąd ty właściwie wiesz, że to właśnie tutaj? - Ginny starała się zachować odwagę.
- Ojciec mi mówił, a w dodatku miałam prorocze sny. Przecież mówiłam ci o tym już z dziesięć tysięcy razy!
- No... tak.- Ginny nadal wątpiła w sens tej wyprawy.
Luna ruszyła we wskazanym przez siebie kierunku, Ginny za nią.
- Musimy poszukać znaku czaszki w piasku. Podobno Sama Wiesz Kto zostawił go nieopatrznie, próbując zamaskować ślady i nie da sie go już usunąć. Miej różdżkę w pogotowiu. Musimy wziąć pod uwagę, że mogą tu być jego ludzie.
Szukały tak chwilę, gdy znowu usłyszały dziwny szum. Jakby ktoś ukrywał się w krzakach, w każdej chwili gotowy, by zaatakować.
- Luna, może wracajmy...
- A gdzie się podziała twoja odwaga? Nic więcej nie możemy zrobić, więc spróbujmy chociaż tego. Zaczekaj chwilę, muszę coś sprawdzić, tata mi mówił... - Blond włosa dziewczyna skierowała się w kierunku pobliskich drzew.
- Uważaj na siebie. - Ginny była przerażona.
Po chwili Luna zniknęła całkowicie.
Gryfonka stała tak kilka chwil, od czasu do czasu rozglądając się dookoła i zerkając na piasek w poszukiwaniu śladów. Gdy Luna długo nie wracała, postanowiła, że pójdzie za nią i też zagłębiła się w czeluściach ponurego lasu;
Gdy znalazła się wewnątrz, zauważyła, że bardzo przypomina on Zakazany Las. Nie dodało jej to wcale otuchy. Uniosła wysoko zapaloną różdżkę i szła przed siebie w nadziei znalezienia jakiegoś śladu przyjaciółki. Przedzierała się przez wysokie korzenie drzew, odgarniała krzaki, opancerzone w ostre, jak brzytwa kolce. Co jakiś czas z daleka można było usłyszeć tajemnicze szepty, połączone z nagłymi przypływami zimnego powietrza. " O co chodzi ?" - myślała rozpaczliwie.
Wreszcie, gdy była już bliska załamania, zauważyła jakąś oddaloną o czterdzieści stóp jaskinię. Podeszła bliżej, zastanawiając się, czy wejść do środka. Gdy znalazła się już bardzo blisko, ze środka dobiegł niewyraźny głos Luny.
- Luna, jesteś tam? - Zawołała Ginny.
- Tutaj, Ginny, tutaj. - Usłyszała odpowiedź.
Weszła do środka. Było tam niezwykle zimno i mokro, nawet jak na jaskinię. Kierowała się za łuną światła. Słyszała coraz dokładniej głosy. Jednym z nich był głos jej koleżanki, a drugi? Też wydawał się dziwnie znajomy. Skręciła w boczny korytarz, gdy w końcu znalazła źródło owych dźwięków. Była tam Luna, siedziała na kamieniu, wyciosanym na kształt krzesła i patrzyła z uwagą na osobę, której Ginny najmniej się tutaj spodziewała.

FanFiction
04-25-2009, 14:22
Był to profesor Severus Snape.
- To pan? Co pan tutaj robi? - Zdumienie Gryfonki nie miało granic.
- Pozwól, że ci wyjaśnię. - Wtrąciła Luna - Po tym, jak dzisiaj w nocy wysłałam list do taty, on zaraz zareagował, pisząc do profesora Snape'a z prośbą o pomoc nam. Jak wiesz, profesor jest teraz jednym z najbliższych ludzi Voldemorta, a przynajmniej on tak twierdzi - Uśmiechnąła się z satysfakcją - I dlatego profesor Snape jest tak nam pomocny. Zna on plany Voldemorta. I to on śledził nas na błoniach.
- Ale... skąd pan... to znaczy, dlaczego pan nie chciał się podzielić tymi informacjami z Harrym? - Ginny była kompletnie zbita z tropu - No i ty, Luna. Przecież mówiłaś, że wiesz, gdzie jest ten Horkruks!
- Tak, ale ojcu napisałam tylko, co chcę zrobić, nie mówiłam mu jak tego dokonam, bo nie wiedziałam jak, a on zaraz wysłał sowę do profesora, bo czuł, że on może nam pomóc. I jeszcze jedno: nie wydaje ci się, że było by to wysoce niebezpieczne, gdyby profesor skontaktował się z Harrym? Zresztą nie wiemy nawet, gdzie on teraz jest...
- Czy mogę się wtrącić? - Odezwał się nagle zniecierpliwiony nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią - Chciałbym tylko powiedzieć, że nie mam wiele czasu. I tak już wystawiłem swoją wiarygodność przed Czarnym panem na dużą próbę, uciekając tak nagle - W jego głosie można było wyczuć lekki strach. Po twarzy również nie wyglądał najlepiej (choć i tak już zwykle wyglądał strasznie).
- W takim razie jak chce nam pan pomóc? - Spytała Ginny - No i czy możemy panu ufać...
- Musicie, to nasza ostatnia szansa. Za niedługo Czarny Pan dowie się po której jestem stronie i wtedy wy będziecie musieli dokończyć to wszystko. Tylko tak mogę jeszcze się wam przydać. - Powiedział to stanowczo, ale można było zauważyć, ze ma mieszane uczucia. Ginny nadal nie była przekonana. Wciąż nie mogła uwierzyć, że to Dumbledore chciał, aby Snape go zabił.
Profesor podszedł do przeciwległej ściany, bacznie się jej przyglądając. Dopiero teraz Ginny zauważyła, że jest na niej wyryta czaszka z wypełzającym jej z ust wężem - Mroczny Znak.
- To chyba tutaj. - wskazał na Znak - Tutaj jest ukryty Puchar Zwycięstwa.
Ginny bacznie mu się przyglądała.
- To chyba będzie konieczne. - Dodał szeptem.
- Co będzie konieczne? - Spytała Gryfonka.
- Najprawdopodobniej na ten Puchar została przez Czarnego Pana rzucona Klątwa Śmierci. - To znaczy - dodał, widząc, że nie bardzo go rozumieją - że nie można go zniszczyć, jeżeli nie zostanie okupiony śmiercią.
W jaskini zapadła cisza. Luna i Ginny patrzyły ze strachem na symbol wyryty w ścianie. Snape odwrócił się do nich. Jego twarz wyglądała, jakby toczył w sobie zaciętą walkę.
- Będę się musiał poświęcić. Nie ma innego wyjścia.
- Nie! Nie może pan! Jest nam pan potrzebny! - krzyknęła Luna, wstając szybko z kamienia.
- Powtarzam, nie ma innego wyjścia. To wszystko, co mogę dla was zrobić. - Na twarzy Snape'a malował się teraz upór - Inaczej Czarny Pan... Voldemort wciąż będzie niepokonany.
Po raz pierwszy Snape odezwał się z taką pogardą o Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
- Skoro to konieczne... - Ginny odezwała się znowu, ale nie był to już ten oschły ton. W jej oczach pojawiły się łzy - Ale niech pan wie, że... że jest pan prawdziwym bohaterem.
Snape uśmiechnął się lekko.
- Pamiętajcie, zaraz po mojej śmierci musicie uciekać, bo będziecie narażeni na niebezpieczeństwo, wielkie niebezpieczeństwo. - Odwrócił się w kierunku skały.
- Avada Kedavra - wycelował w siebie różdżkę, błysnęło zielone światło i oto już leżał przed nimi na kamiennej posadzce. Martwy.
Ale zaraz potem stało się coś dziwnego. Czaszka na ścianie zabłysnęła szkarłatem i wybuchła, a we wnęce znajdował się Puchar Zwycięstwa, Luna podbiegła i wzięła go do ręki.
- I co teraz? - powiedziała, lecz w tym momencie puchar rozsypał jej się w rękach z sykiem, a ze szczątków na podłodze uniósł się dym.
- Nie możemy go ty zostawić. - Ginny patrzyła z rozpaczą na ciało profesora.
Podbiegły szybko do martwego Snape'a, gdy tuż przed nimi aportowało się dwóch Śmierciożerców. Wyglądali, jak przerośnięte dynie - grubi i ciężcy. Uśmiechnęli się złowieszczo.
- Zaraz będzie tu Czarny Pan, a wtedy zrobi z wami to, co należy. Haha, nasz Snape, wierny sługa - uśmiechnął się drwiąco jeden z nich - Takim był dobrym aktorem.
- Nic z tego, ostatni Horkruks zniszczony! Już po nim! - Uśmiechnęła się triumfalnie przez łzy Ginny.
- Że co? - Spytał ordynarnie drugi z nich, nieco starszy od swojego towarzysza.
- Ooo, widzę, że wasz kochany pan nie wtajemnicza takich obszarpańców, jak wy w ważne sprawy. Może jesteście w jego oczach zbyt mali, co? - stwierdziła z pogardą Luna - Expelliarmus!
Zaklęcie trafiło w jednego ze Śmierciożerców. Drugi odpowiedział tym samym, ale chybił, przez co wypalił w ścianie groty potężną dziurę.
- Rictusempra! - krzyknęła Luna. przez co drugi śmierciożerca zrobił się czerwony na twarzy, jakby za chwilę miał się udusić - Ginny, uciekamy!
Podbiegły do ciała Snape'a, złapały go za przegub i jeszcze zdążyły ujrzeć, jak ktoś trzeci w czarnej pelerynie pojawił się w jaskini, gdy pochłonęła ich nieprzenikniona ciemność.
Wracali do Hogwartu.